niedziela, 20 października 2013

Barwy Bieszczadów

Dzisiejszy post będzie inny niż zazwyczaj. Nie napiszę o trendach, fasonach, ani spódnicach... ale o kolorach owszem!

 
Miałam kiedyś, w liceum, zadanie z języka polskiego, w którym musiałam zrecenzować wystawę fotografii "Barwy Synaju", przedstawiającą tytułowe góry w świetle wschodzącego słońca. W zadaniu musieliśmy użyć jak największej ilości określeń kolorów, mając oczywiście wyznaczone minimum. Zabawa była przednia i - ponieważ działo się to w czasach, gdy internet nie był zasadniczym narzędziem pomocniczym w odrabianiu zadań - zahaczała o wertowanie specjalistycznej literatury, dotyczącej na przykład nazewnictwa profesjonalnych materiałów plastycznych.
Czemu o tym piszę? Bo aby zobaczyć takie bogactwo pięknych barw i odcieni, jakie prezentowały owe fotografie, nie trzeba jechać w góry Synaju. W zamian - polecamy Bieszczady, które w które udało nam się pojechać w okolicy drugiego weekendu października. Trafiliśmy na idealną złotą jesień i czas, gdy tyle samo jesiennie zabarwionych liści tkwi wciąż na drzewach, co leży pod nogami. Bieszczadzka jesień tak zachwyciła nas swoimi walorami, że postanowiliśmy się podzielić z Wami choć częścią tego, co przez kilka dni podziwialiśmy.

Potok Solinka, widok z jednego z mostów na drodze Polańczyk-Cisna

piątek, 4 października 2013

Zielono mi, szmaragdowo



Kolor zielony przewija się w mojej garderobie, odkąd pamiętam. Nawet, jeśli pod wpływem chwili lub jakiegoś silnego trendu popełnię romans z inną charakterystyczną barwą - mogę mieć pewność, że zieleń do mnie wróci.
Być może ma to związek z moim zamiłowaniem do przyrody, ale uwielbiam niemal wszystkie odcienie tego koloru.