piątek, 25 grudnia 2015

Z tęsknoty za śniegiem

Blog zarasta mchem, posty zaczynają się pisać i  pozostają w wersji nigdy nieskończonej, roboczej. Muszę coś z tym zrobić w kontekście postanowień noworocznych :)
Tymczasem z tęsknoty za śniegiem zmontowałam sobie film z nagrania, które powstało w czasie tegorocznych Świąt... Wielkanocnych.




Korzystając z okazji, życzę Wam wspaniałej reszty Świąt i wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2016 roku!

Anaberry

poniedziałek, 26 października 2015

Grzybobranie po raz czwarty... ostatni?

Zaczynam tydzień od posta zastępczego. Miniony weekend spędziłam w miejscu absolutnie wyjątkowym, ale potrzebuję nieco czasu, by uporządkować myśli i zdjęcia.

Tymczasem wrzucam obrazki z zeszłotygodniowego weekendu. Wybaczcie jakość - po raz kolejny zdjęcia zrobiłam telefonem. Kiedy jednak ruszam na grzybiarskie łowy, najważniejszy jest kosz, nóż, skupienie, sokoli wzrok i nieco intuicji. Aparat generalnie nie pomaga, choć tym razem śmiało mogę rzec, iż byłby bardzo na miejscu. Większość znajdowanych okazów zdecydowanie bardziej cieszyła oczy niż kwalifikowała się do uciechy podniebienia. Zobaczcie sami!


Machumory. W tym roku są wyjątkowo piękne!

wtorek, 13 października 2015

Grzybobranie po raz drugi i trzeci

Ten rok nie rozpieszcza nas grzybowo. Oj, nie. Tu, na południu kraju trzeba się niemało nachodzić po lesie, żeby choć trochę wypełnić kosz smakowicie pachnącymi okazami.

Obrazki z lasu w Beskidzie Małym. Tych egzemplarzy nie zabrałam do koszyka!

wtorek, 6 października 2015

Beskid Niski - wspomnienie

Na tyle dużo się dzieje, że nie nadążam z publikowaniem na bieżąco, choć bardzo bym chciała. Efekt jest taki, że na bloga trafiają głównie posty, które kołaczą mi się w głowie odpowiednio długo i skutecznie. Ten wpis jest dla mnie ważny.

Stacja badawcza Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krempnej

Beskid Niski i Krempna to kolejne w tym roku miejsce, które odwiedziłam "po latach". Taki rok :) Ostatnio gościłam tam w 2007 roku, jako studentka, w ramach ćwiczeń terenowych z geomorfologii. Kilka tygodni temu wybraliśmy się do Krempnej razem z naszymi rowerami, by zwiedzić okolicę. A ja przypominałam sobie "stare kąty". Niewiele się zmieniło... Pojawiły się tablice informujących o wykorzystaniu unijnych środków na różnego rodzaju inwestycje, a za bilet wstępu do Magurskiego Parku Narodowego można zapłacić smsem :)

poniedziałek, 28 września 2015

Grzybobranie 2015 po raz pierwszy

Nic a nic nie pomyliłam się nastawiając się końcem tamtego tygodnia na grzybobranie! Do obfitości, do której przyzwyczajaliśmy się rok, czy dwa lata temu jeszcze daleko, ale ze zbiorów wracaliśmy ukontentowani.
 
Jeden koszyk sobotni i dwa niedzielne.
Kanie, maślaki, kurki, borowiki.
Jeżyny i mięta.
Obłęd!

piątek, 25 września 2015

Kilka sposobów, jak wyciągnąć 101% lata z lata...

...czyli celebrować wakacje nawet, gdy już nam się nie należą i chadzamy codziennie do pracy.

 


Koniec lipca za chwilę już znów zima

Te słowa często sączyły się latem z radiowej trójki. Wtedy wydawały się nieco abstrakcyjne, tymczasem do zimy zostało jeszcze trochę czasu, ale lato odchodzi właśnie w niepamięć. Jak przeżyć je, by pozostało w pamięci  w miłych wspomnieniach? Nawet, jeśli nie planujemy wielkich wakacyjnych wojaży?

niedziela, 20 września 2015

Mazurski powrót do przeszłości

Wiele jest miejsc, w które człowiek trafia w trakcie swoich wojaży i z różnych powodów obiecuje sobie w nie wrócić. Niewiele jest takich, w które wrócić naprawdę się pragnie.




Znam takie miejsce, które przyciąga jak magnes. Pierwszy i do niedawna jedyny raz byłam tam będąc jeszcze nastolatką, w trakcie jednych z ostatnich "wczasów" z rodzicami. Przez wiele lat nosiłam w sobie chęć powrotu. W tym roku wróciłam. Do maleńkiej miejscowości Bałowo, nad Jeziorem Gielądzkim. Prowadzą do niej tylko szutrowe, lub utwardzone okrągłymi "kocimi łbami" drogi, a w samej wsi jest raptem kilka, czy kilkanaście domów.

czwartek, 10 września 2015

Suwalszczyzna - ciąg dalszy nastąpił

O Bieszczadach mówi się, że się w nie nie jeździ, ale wraca. Takich miejsc mam więcej na mojej osobistej liście. Gdy w maju przemierzaliśmy na dwóch lub czterech kołach północno-wschodnie krańce kraju, wiedzieliśmy już, że w te rejony wrócimy. 

W maju na Suwalszczyźnie zrobiliśmy ledwie rekonesans. Pojechaliśmy na żywioł, na miejscu orientując się w atrakcjach regionu. Niewiele udało się zobaczyć. Niezupełnie dopisała pogoda a i czasu nie było wiele. Tym razem jednak dotarliśmy w samo zielone serce regionu - nad Jezioro Wigry w Wigierskim Parku Narodowym.

 
Nad Wigrami

Bazą tej części naszego wypadu było pole namiotowe nad jeziorem w miejscowości Rosochaty Róg. Kilkudniowy pobyt nad samym brzegiem jeziora to nie tylko frajda z możliwości zażycia kąpieli o dowolnej porze dnia (i nocy). To przede wszystkim codzienny spektakl. Suwalskie (i mazurskie) jeziora mają bowiem kolor nieba...
Wszystkie poniższe zdjęcia zostały wykonane w przeciągu kilku dni z brzegu, przy którym obozowaliśmy.

Jezioro Wigry w dniu przyjazdu
Foto: K.

czwartek, 3 września 2015

Czarna Hańcza kontra Krutynia - relaks w kajaku

Tegoroczny urlop był bardzo "last minute". I nie, nie skorzystałam z żadnej superoferty żadnego z biur podróży. Tak się złożyło, że przez ostatnie kilka lat terminy urlopów musiałam planować z wyprzedzeniem. Wyjazdy planowaliśmy więc adekwatnie dużo wcześniej i w najdrobniejszych szczegółach. Oczekiwałam ich przez kilka miesięcy oraz od nich wiele.

Tym razem było inaczej. Ustalenie urlopu było typową "szybką akcją", a spraw do domknięcia uzbierało się tyle, że na drobiazgowe plany brakło czasu. Ot, bywa. Powstał ogólny zarys planu i ruszyliśmy. Tak, jak w maju, na północ (klik, klik, klik). Tylko nieco bardziej na zachód.

Tym samym spełniło się moje kolejne  marzenie. Wsiedliśmy w kajaki na kultowych trasach spływów; Czarnej Hańczy i Krutyni.

 



Człowiek szuka wrażeń hen, hen, daleko, koniecznie za granicą. Trafia do Tajlandii czy innej Albanii i wydaje mu się, że odkrył kosmos na Ziemi. Jakiś czas później trafia w mniej mu znane zakątki własnego kraju i... tam też odkrywa ów kosmos.
Tak było w pierwszym dniu podczas spływu. I w drugim, trzecim i czwartym również. 

środa, 26 sierpnia 2015

Projekt Kocierz. Część druga, czyli czas na podsumowanie

Zabieram się do napisania tego posta już nie pierwszy raz. Wstyd. Jednak przyczyna takiego stanu rzeczy jest prosta; za każdym razem mam inny pomysł na ujęcie tematu. Chronologicznie i opisowo czy może tematycznie? Skoro podsumowanie, wybieram drugą opcję. A na koniec w bonusie garść refleksji.

 

Potrójna, lipiec 2015

Spędzenie kilku kolejnych weekendów w jednym miejscu było pewnym wyzwaniem. Szczególnie, że nie były to domowe pielesze! Zależało mi, by nie popaść w rutynę, by spędzić ten czas uważnie. By odpoczywać od pracy, ale nie od życia.
Spotykaliśmy się z rodziną, z przyjaciółmi. Na zmianę radośnie trwoniliśmy czas lub spędzaliśmy go intensywnie, aktywnie, sportowo. A konkretnie?

czwartek, 20 sierpnia 2015

Głucha cisza



 
Na blogu już trzeci tydzień głucha cisza. Z topoli opadają pachnące przemijaniem liście, w ogrodzie kwitnie wrzos, dojrzały śliwki węgierki. Kolejne symptomy nadchodzącej jesieni wkradają się jeden za drugim.
Tymczasem we mnie jeszcze lato! Wróciliśmy z fantastycznego urlopu i letnio-wakacyjne posty kołaczą mi się w głowie. Wciąż jednak za dużo się dzieje fajnych rzeczy, by na spokojnie posklejać te posty na blogu i zabrać się za zdjęcia. 
Daję sobie czas do końca astronomicznego lata i równonocy jesiennej, by uporządkować wakacyjne wspominki.



Anaberry

czwartek, 30 lipca 2015

Chleb z Krukówki



Jednym z moich noworocznych postanowień, a równocześnie marzeń, było samodzielne wypiekanie chleba. Na zakwasie, bo chleby na drożdżach zdarzało mi się popełniałać. Im częściej, tym bardziej niestety przeszkadzał mi posmak drożdży. Jak wymarzyłam, tak zrobiłam.


wtorek, 14 lipca 2015

Projekt Kocierz. Część pierwsza, czyli o co chodzi?

W sezonie letnim spędzamy w sielskim Kocierzu więcej weekendów niż dotychczas. Właściwie, to licząc od 10-12 lipca, spędzimy tam miesiąc, weekend po weekendzie (a bywaliśmy tamże i w czerwcu). W różnym gronie; rodzinnym lub wśród znajomych.



Kapelusz w stylu "badziewie do badziewia". Ale przed słońcem chroni skutecznie :)

Czemu o tym piszę? Perspektywa ta, poza oczywistą radością z zaplanowanych spotkań, jawi mi się jako świetne ćwiczenie. 
Na kreatywność. Umiejętność zagospodarowania czasu tak, by nie popaść w rutynę.
Na uważność. By umieć wciąż na nowo odkrywać potencjał tego samego miejsca. By dostrzegać to, co na pierwszy rzut oka niewidoczne. 
Na to, by zajrzeć wgłąb siebie. Umieć zwolnić.
Na kondycję! Okoliczne lasy to moje ulubione miejsce do biegania. A w planach również i rower! 


poniedziałek, 6 lipca 2015

San, San, Saaan!

A może "Sun, sun, suuun!"? Tytuł posta zaczerpnęłam z fonetycznego skojarzenia z jednym z refrenów piosenki Noah and the Whale "5 Years Time", której namiętnie słuchaliśmy w pewne pamiętne wakacje... 6 lat temu :) Ów refren idealnie nadawał się do wycia nucenia pośrodku Sanu*.




wtorek, 23 czerwca 2015

Wiła wianki



W marcu witaliśmy w Kocierzu wiosnę, teraz przywitaliśmy lato. Tradycją staje się pogoda zupełnie nieadekwatna do pory roku i naszych oczekiwań. Weekend nie rozpieszczał; co rusz niosące nadzieję chwilowe przejaśnienia zakrywały deszczowe chmurki. Grillowanie w deszczu, bieganie w deszczu i błocie. Na pocieszenie tęcza na horyzoncie.
W jednej z kilku słonecznych chwil udał się spacer. 


wtorek, 9 czerwca 2015

Raz na wozie, raz pod wozem

Poszłam, albo raczej pojechałam za ciosem i po czwartkowej niełatwej, "technicznej" przejażdżce, w niedzielę znów wylądowałam w górach. Właściwie to niemal teleportowałam się wprost na szczyt góry. Dla mnie wjazd wyciągiem krzesełkowym nie stanowił specjalnej atrakcji, ale dla mojego roweru był to pierwszy raz. Całkiem dobrze sobie poradził ;)
Na Skrzyczne wjechaliśmy w czwórkę. Tam, zgodnie z planem, podzieliliśmy się na dwa zespoły: wyczynowy i dziewczyński. Każdy ruszył swoją trasą.


Skrzyczne

sobota, 6 czerwca 2015

Morza szum, ptaków śpiew

"Morza szum, ptaków śpiew (...)". Tak mi się kołatało po głowie, choć ptaki owszem, śpiewały, ale szumiał nade mną tylko las. Jakoś tak się przyjemnie jechało, że aż mnie naszło na nucenie... przez krótką chwilę. Potem było nieco gorzej. Miłe złego początki.


czwartek, 4 czerwca 2015

Smoothie arbuzowo - selerowe i sok ze Shreka

Teraz, gdy jest coraz cieplej i świeżych owoców i warzyw przybywa, często funduję sobie witaminowe, kolorowe koktajle. Mogą być przekąską, dodatkiem do obiadu, można nimi nawet zastąpić jeden z kilku posiłków (co często czynię).
To, że przygotowanie koktajlu wiąże się z nieco większym "wysiłkiem" niż na przykład sięgnięcie po owoc, zupełnie mnie nie rusza. Ów wysiłek jest minimalny, a efekt zjawiskowy. Szklankę koktajlu można postawić na biurku i skonsumować zupełnie sterylnie; bez efektów specjalnych w postaci kapiącego soku, czy uklejonych palców. No i można do takiego koktajlu przemycić mniej atrakcyjne smakowo składniki, otrzymując pyszną całość. Lubię szpinak jako taki, ale nikt mi nie wmówi, że chrupanie jego surowych liści jest okej ;)



Smoothie arbuzowo - selerowe

 


poniedziałek, 1 czerwca 2015

R (jak rower) 4

Pogoda była dziś wymarzona na przejażdżkę rowerową. Promienie słońca przyjemnie grzały (a nie paliły) skórę, wiatr muskał z lekka odsłonięte ramiona.


Jako cel obrałam Pszczynę, gdyż z Brzezinki można tam dojechać fragmentem jednej z dróg rowerowych Greenways, a konkretnie trasy znakowanej jako R4, czyli Międzynarodowego Szlaku Rowerowego Greenways Kraków – Morawy – Wiedeń.
Szlaki Greenways poprowadzone są mało uczęszczanymi drogami, głównie asfaltowymi. Łączą zabytkowe  miasta, obiekty historyczne oraz inne ciekawe miejsca; czy to przyrodniczo, czy kulturowo. Wspomniany odcinek Brzezinka - Pszczyna przejeżdżałam już wcześniej i to dwukrotnie, stąd wiedziałam, że mogę liczyć na przyjemne dla oka pejzaże.

wtorek, 26 maja 2015

Wyjątkowo zimny maj

Trudno nie identyfikować się z kilkoma pierwszymi wersami piosenki Maanamu o tytule, jak w tytule (posta).



Po całkiem aktywnym starcie w ten rok i równie aktywnej wiośnie, wraz z nadejściem deszczowej pogody czas zwolnił. Zbyt mała ilość światła i jednostajny szmer kropel deszczu nużą, usypiają w środku dnia. Poddaję się temu biernie, choć tyle planów kołacze się po głowie. Tylko energii brak...
Mój organizm chyba zwariował, pomieszały mu się pory roku. Czuję się zupełnie jakby miała nadejść jesień - czas gorącej herbaty i ciepłego koca. Zresztą dokładnie takie atrybuty towarzyszą mi w ostatnie dni.

Halo, kto zabrał Słońce?

A.

piątek, 22 maja 2015

Uff, pakowanie

Blogi są pełne porad o sprawnym spakowaniu się do jednaj małej walizki oraz list rzeczy zawierających niezbędne minimum do przetrwania na urlopie. Zaniedługo znów zacznie się "sezon urlopowy", a wraz z nim zapewne wysyp kolejnych porad. Kto wie, może sama podzielę się własnym doświadczeniem. Warto jednak pamiętać, że "do jednej małej walizki" można spakować się lecąc na wakacje do hotelu. Tymczasem moje wakacje często wyglądają nieco inaczej - to "hotel" jeździ ze mną. Namiot, a czasem kamper.

W tym wpisie spróbuję zatem opisać moje doświadczenia w pakowaniu dla różnistych wyjazdów. I stworzę sobie ściągawkę na przyszłość! Ostrzegam, że będzie długo. I chyba trochę ekshibicjonistycznie ;)


Jeden z przedmiotów widocznych na zdjęciu nie przyjechał w bagażu, lecz został nabyty na miejscu :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Z Suwalszczyzny skok w bok do Giżycka

Czyli obiecany bonus :)


Przedostatniego dnia naszych mini wakacji pogoda przeszkodziła nam w kontynuowaniu jazdy rowerem. Po krótkim namyśle, co począć z chłodnym, pochmurnym i nieco deszczowym dniem, ruszyliśmy do Giżycka. Jednym z argumentów przemawiających za Giżyckiem było to, że jako jedyne z kilku okolicznych miast, których strony www przejrzałam, miało na bieżąco zaktualizowany dział turystyka.


Intuicja, by pójść tym tropem okazała się dobra. Zaczęliśmy tradycyjnie już podczas tego wyjazdu od wbicia w GPS adresu Informacji Turystycznej. Na miejscu poradą służyła nam wyjątkowo kompetentna dziewczyna, rzetelnie opowiadając o atrakcjach miasta adekwatnych do zastanych warunków pogodowych. Nie zwiedziliśmy Giżycka "od A do Z", zdecydowaliśmy się na spacer wzdłuż wybrzeża Jeziora Niegocin i na Wzgórze Świętego Brunona, rzekomy punkt widokowy. Giżycko urzekło nas nowoczesnym portem i panującym ogólnym ładem i harmonią w przestrzeni miasta. 

czwartek, 14 maja 2015

Sielska Suwalszczyzna

Z Podlasia ruszyliśmy na północ, w kierunku Olecka. Dzień był szary i wilgotny, więc rowerowanie i tak nam się nie uśmiechało. Zresztą potrzebowaliśmy odpoczynku, w szczególności ja (obudziłam się tego dnia w nie najlepszej formie).

Jadąc w wybrane tuż przed wyjazdem kolejne miejsce noclegu odwiedziliśmy Augustów i Suwałki. Standardowy plan naszego zwiedzania wyglądał tak, że na początek odnajdywaliśmy punkt informacji turystycznej i zdawaliśmy się na rekomendacje pracowników. Problem w tym, że nie zawsze poziom obsługi był adekwatny do naszych oczekiwań.
W Augustowie nie dowiedzieliśmy się wiele. Z kolorowym planem miasta w ręku ruszyliśmy w najoczywistszym kierunku, czyli w stronę jeziora, łudząc się, że może uda się w nie wypłynąć. Nadzieje te były na wyrost, a Augustów tak bardzo bardzo przedsezonowy. Panujący na głównych ulicach chaos w przestrzeni i pstrokacizna reklam sprawiły, że szybko ewakuowaliśmy się z Augustowa.



niedziela, 3 maja 2015

Podlasie: pięknie i pysznie


A więc spełniło się jedno z moich podróżniczych marzeń; odwiedziliśmy Podlasie. To jedna z destynacji, na które zdecydowaliśmy się w niecałe pół doby przed wyjazdem na tegoroczny przedłużony weekend majowy. Ze względu na bogactwo wrażeń i ogrom przywiezionych zdjęć zdecydowałam się rozbić relację z wyjazdu na kilka postów.

 
Po pierwsze maj. Lubię ten czas, gdy zieleń ma tak wiele odcieni i poprzetykana jest bielą i pastelami kwiatów kwitnących drzew i krzewów. Ich zapach oszałamia. Jak i w ogóle przyroda na Podlasiu. Czyste, przejrzyste powietrze - do tego nie jestem przyzwyczajona. Rozległe, pofalowane wskutek działalności lodowca przestrzenie. Starannie zaorane lub po prostu wściekle zazielenione. Można pomyśleć, że zdjęcie na flagową tapetę Windows'a powstało właśnie tam (a jednak powstało w Stanach). Zagony porzeczek i agrestu. Puszcza Knyszyńska, której walory chroni Park Krajobrazowy.

czwartek, 30 kwietnia 2015

No, gdzie? Gdzie to jest?

No, gdzie spędzimy tegoroczną majówkę? Głowimy się nad tym od kilkunastu dni, mając w zanadrzu kilka zarysów planów i obserwując nieustannie zmieniające się prognozy pogody. Beskid Niski, Suwalszczyzna, węgierski Balaton, czeskie Morawy, Podlasie, Szwajcaria Saksońska, Wielkopolska? Co najmniej tyle destynacji przewinęło się już przez nasze myśli i klawiatury komputerów.
Chwila, moment i podejmiemy decyzję, zarezerwujemy noclegi. No, gdzie?



Pewne jest tylko to, co mam ochotę w ciągu tych kilku dni robić. Rowery, książka, dobre jedzenie. Aktywny odpoczynek, napawanie oczu zielonymi krajobrazami, kolekcjonowanie wrażeń i smaków. Nabranie nowych sił przed nadchodzącymi zmianami w życiu.

Do zobaczenia w maju!
Anaberry

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Ładne kwiatki, czyli krokusy i kaczeńce

Miałam marzenie, by zobaczyć w tym roku krokusy w Tatrach. Widziałam je już nie raz, ale... kto jest wrażliwy na takie widoki, ten zrozumie. 


Śledziłam pilnie rozwój sytuacji, oczekując, aż na polanach stopnieje śnieg. Stopniał w połowie zeszłego tygodnia. W sobotę naprędce powstał plan wyjazdu do Doliny Chochołowskiej: jedziemy w niedzielę i bierzemy rowery. 

Gdzie popełniłam błąd? Ano w kilku kwestiach. Aby móc delektować się widokiem łanów krokusów, trzeba albo wybrać inne miejsce niż Chochołowska (a jest kilka takich urokliwych miejsc), albo pojechać tam w środku tygodnia. Tymczasem w niedzielę Chochołowską w obie strony ciągnęły nieprzebrane tłumy. Przejazd rowerem, zamiast sprawić przyjemność okazał się walką o każdy skrawek ścieżki. Najwyraźniej mój plan okazał się mało oryginalny.

Krokusy widziałam, ale nie wywarły na mnie takiego wrażenia, jak zawsze. Niemniej poniżej przekornie zamieszczam kilka obrazków.


sobota, 25 kwietnia 2015

Kraków -> Trzebinia

Wstaję o świcie, pakuję do plecaka najpotrzebniejsze drobiazgi, zabieram bidony z wodą, kask. W garażu czeka już mój rower. Cel: Kraków. A w zasadzie to Rekreacyjny Rajd Rowerowy Kraków - Trzebinia. Aby dostać się na start, ruszamy (ja i rower) w kierunku dworca kolejowego.

Schodki prowadzące do pociągu budzą respekt, pomimo, że chwilę wcześniej samodzielnie znosiłam rower z dworcowej kładki. Na moment tracę rezon, jednak zanim zdążę coś wymyślić, w stronę roweru wyciągają się pomocne ręce i nie tylko wciągają go do środka, ale i troskliwie ustawiają obok innych jednośladów. Okazuje się, że nie tylko ja zmierzam na rajd... i że pomocne ręce należą do skądinąd znajomych mi rowerzystów :)

Kraków, poranek, Rynek. Dziwny to moment, kiedy ulice są jeszcze mokre po popiątkowym myciu, a płyta rynku i przylegające uliczki oblężone przez samochody dostawcze. Czuję się trochę, jakbym przyszła za wcześnie :)
Zatrzymuję się w Pierre Bakery przy Szewskiej. Nieważne, czy zamawiam tam kanapkę, czy croissanta - zawsze jest pysznie, świeżo, pachnąco. Cudowne pieczywo, kawa. Miejsce zdecydowanie godne polecenia.


środa, 22 kwietnia 2015

Dzień Ziemi


Gdzieś na Morawach w Czechach
 
Niemal dokładnie rok temu zachwycałam się krajobrazem czeskich Moraw, podziwiając go głównie z wysokości rowerowego siodełka i perspektywy świetnie przygotowanych rowerowych ścieżek. Maj, wściekle zielone drzewa, pola i winnice, kwitnący na żółto rzepak. Ładna zabudowa, nieprzekombinowana architektura domów mieszkalnych. Bardzo czyste i schludne ogrody, ogródeczki, obejścia. Zadbany każdy fragment miejskiej i wiejskiej zieleni; przystrzyżone trawniki, uporządkowana przestrzeń. Tak niewiele, a tak zjawiskowe efekty.

sobota, 18 kwietnia 2015

Wygrabiłam jeża!

Najprawdopodobniej spał sobie smacznie w kupce suchych liści, które sprzątałam. Przy kolejnym machnięciu grabiami ujrzałam jeżową kulkę. Nieco przestraszona, czy aby nie zrobiłam krzywdy temu iglastemu stworzonku, odłożyłam go w bezpieczne miejsce i poddałam obserwacji. Gdy i on otrząsnął się z szoku, odważył się zaprezentować w pełnej krasie i  wciąż nieco speszony podreptał w swoją stronę.
Ot, nawet wiosenne ogrodowe porządki mogą dostarczyć nieprzeciętnych emocji...


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Kocierz slow

Lubię wyjeżdżać w Bieszczady z wielu powodów. Piękne krajobrazy, rozległe, słabo zaludnione przestrzenie, przyroda to tylko kilka z powodów. Lubię też, ponieważ czuję, że ludzie żyją tam jakby wolniej, uważniej, spokojniej. Ten spokój potrafi się udzielać. I uśmiechają się do siebie jakby więcej, niż gdziekolwiek indziej.

Lubię wyjeżdżać do Kocierza, ponieważ tam również łatwiej zwolnić. Drewniana chałupa, w której się zatrzymujemy sama w sobie działa kojąco i nasuwa wiele refleksji. Kaflowy kuchenny piec z blachą inspiruje do poszukiwań tradycyjnych przepisów z regionu.

Wstaję wczesnym rankiem, ubieram się ciepło, rozpalam w piecu. Nastawiam wodę na herbatę i stawiam na blasze kawiarkę. Zarabiam ciasto na podpłomyki, formuję placki i wrzucam je na blachę. Robię naleśniki i śniadanie niemal gotowe. A w międzyczasie piekę proste, drożdżowe cynamonki, będą na później. Chce mi się.
 
 

środa, 8 kwietnia 2015

Białe święta

W połowie lutego będąc w Beskidzie Małym wróżyłam rychły koniec zimy; w zeszłym tygodniu śnieg budził we mnie niemalże odrazę, a tymczasem...

 


Pragnęliśmy z przyjaciółmi spędzić święta aktywnie, jednak niezbyt atrakcyjne prognozy pogody sprawiły, że czekaliśmy z podjęciem decyzji o wyjeździe do ostatniej chwili. Braliśmy pod uwagę kilka kierunków, ale w ostatniej chwili wybór padł na cel obrany pierwotnie; Bieszczady.
Półtora roku temu spędzaliśmy tamże rodzinne Boże Narodzenie, licząc wówczas na pięknie białe święta. Troszkę się wtedy przeliczyliśmy, za to tegoroczna Wielkanoc najwyraźniej postanowiła nam to wynagrodzić :) Warstwa białego puchu przyrastała ponoć od tygodnia, wjeżdżając w Bieszczady, minąwszy Baligród trafiliśmy w śnieżną zamieć. Koło południa wyraźnie zaczęło się wypogadzać, a nam zaczęły poprawiać się humory.

poniedziałek, 30 marca 2015

Nie lubię poniedziałku

Tytuł jest przewrotny, bo owo nielubienie nie jest w moim (zapewne odosobnionym) przypadku regułą. Zazwyczaj lubię poniedziałki za to samo, za co lubię poranki. Oznaczają początek, nowego dnia lub tygodnia. A początek z kolei napawa mnie optymizmem i nową energią. Mogę zaplanować nadchodzący czas jak tylko mam ochotę. 

Dziś jednak od rana moim rozkładem dnia rządziły zbiegi okoliczności, przeszkadzając w wykonaniu zaplanowanych zadań. Spóźniłam się do pracy z okazji wyjątkowego korka po drodze, spowodowanego robotami drogowymi, o których nie wiedziałam. Zaraz po tym, jak dotarłam, zorientowałam się, że nie wzięłam przygotowanego posiłku. To był moment kulminacyjny, teraz może być tylko lepiej!

Dlatego liczę po cichu, że może poprawi się pogoda... Świąteczny wyjazd zaplanowany, tymczasem prognozy pogody nie pozostawiają złudzeń , że czeka nas powtórka z rozrywki z wielkanocnego wyjazdu sprzed dwóch lat. O, takiego, jak niżej...


środa, 25 marca 2015

Jare święto

...czyli o tym, jak Ł. uratował Marzannę przed nieutonięciem...




W ostatni weekend wraz z przyjaciółmi witaliśmy w Kocierzu wiosnę. Jare święto to bowiem nic innego jak pierwszy dzień wiosny! Nasze spotkanie było przede wszystkim kontynuacją idei regularnego spotykania się z okazji przesileń i równonocy, podjętej w grudniu ubiegłego roku (terminy jakże zacne, jak na absolwentów geografii).
Kilkoro z nas postanowiło jednak przy okazji pochylić się nad słowiańskimi obrzędami towarzyszącymi tejże dacie. Nie będę się rozpisywać, bowiem wszystko na ten temat można bardzo łatwo znaleźć w internecie. Mnie najbardziej zaskoczyło to, że część z owych magicznych tradycji praktykujemy obecnie w czasie Wielkanocy, choć pierwotnie miały miejsce właśnie w pierwszym dniu wiosny.

wtorek, 17 marca 2015

Kwitnie podbiał


Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna w koło, rozkwitły bzy.
Śpiewa skowronek nad nami,
Drzewa strzeliły pąkami,
Wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty.  

Skaldowie, Wiosna


Wiele jest symboli wiosny. "Cieplejszy wiatr", śpiew ptaków, rozwrzeszczane koty i oczywiście - pierwsze kwitnące o tej porze roku kwiaty. W trakcie niedzielnej przejażdżki rowerowej wszystkiego, co wspomniałam, miałam pod dostatkiem. Koty co prawda wrzeszczą nocą, więc w ciągu dnia leniwie wylegiwały się w słońcu. Tak, jak stado młodych saren. Młodych płochliwych saren; odtruchtały bowiem, nim zdążyłam sięgnąć po aparat.
Być może kwiatuszki, które ja traktuję jako symbol rozpoczynającej się wiosny, nie są popularne w tej roli. Rok w rok oczarowuje mnie kwitnący żółto podbiał pospolity. Zapewne dlatego, że w miejscu, gdzie się wychowałam, pojawiały się całe łąki podbiału. 
W ciągu dnia, kwiatuszki - małe słoneczka - są pięknie rozchylone; zwijają się do środka, gdy nadchodzi zmierzch. Nie warto ich zrywać, bowiem wstawione do wody nie cieszą oczu długo.




Wiem, że to banał, ale z niecierpliwością czekam, aż w Tatrach rozkwitną krokusy :)

Anaberry

sobota, 14 marca 2015

Leniwa sobota

Dżdzysty poranek. Spanie do późna (tak, 8:40 to w moim przypadku późno). Powolne zbieranie sił, reset. Tak, praca w systemie zmianowym daje mi w kość. Dlatego dziś pozwolę sobie na słodkie lenistwo...


środa, 11 marca 2015

Dzień Kobiet w Gorcach

Pomimo ciężkiego tygodnia z permanentnym deficytem snu, decyzja była prosta. Wolna, pogodnie zapowiadająca się niedziela - jedziemy w góry! Padło na Gorce i Turbacz; wejście od południa, z Nowego Targu, co by jak najdłużej ogrzewać się w słońcu i mieć widok na Tatry.

Ludzi na trasach i w schronisku dużo. Takich, jak my - plecakowych turystów, ale również narciarzy i biegaczy. Ta ostatnia grupa, szybko rosnąca w siłę w ostatnim czasie, zdumiewa mnie szczególnie. Jest również inspiracją, by walczyć o lepszą kondycję :) Tej bowiem minimalnie pod koniec brakło, ale i tak oczywiście, jak zawsze, było warto!


piątek, 6 marca 2015

Marsala



Tajemniczo brzmiące Marsala to nazwa koloru, ustanowionego przez Pantone kolorem roku 2015. Ponoć swą nazwę zawdzięcza sycylijskiemu winu, które to wzięło nazwę od portowego miasteczka, w którym zapoczątkowana została produkcja owego trunku.
Marsala jest winem wzmocnionym brandy i występuje w dwóch rodzajach; jako wino bardzo słodkie lub wytrawne.

niedziela, 1 marca 2015

Przedwiośnie

Czynię to z pewną nieśmiałością, wszak zima i śnieg mogą jeszcze wrócić, ale... tak, powiem to. Tydzień temu rozpoczęliśmy sezon rowerowy. Tak, w lutym! Dla niektórych zapewne nie jest to niczym niesłychanym, dla mnie stanowi jednak nowe doznanie. Szczególnie oglądanie zamarzniętej Wisły z perspektywy rowerowego siodła wciąż wydaje mi się nieco abstrakcyjne.
Na rowerze jeżdżę raczej rekreacyjnie, nie zawsze regularnie. Zazwyczaj gdy temperatury oscylują wokół co najmniej kilkunastu stopni. Niemniej lubię. I tak oto - trochę, żeby przetestować nowy rower, trochę by złapać całkiem już ciepłe promienie słońca - zastartowaliśmy. 

Dziś znów wyruszyliśmy, choć w króciuteńką tym razem trasę, po najbliższej okolicy, wykorzystując krótki moment, gdy słońce przebiło się zza chmur. Zmotywowało to nie tylko nas; obserwowaliśmy po drodze cały przekrój entuzjastów przedwiośnia. Rodziny z dziećmi na spacerach, inni rowerzyści, rolkarze, spacery piesze i rowerowe z psami, a nad Wisłą nawet wędkarze.
Wiał ciepły wiatr, okulary przeciwsłoneczne były całkiem na miejscu. Powietrze przyjemnie przejrzyste, na horyzoncie majaczyły góry. Ptaki śpiewały już od rana... czego chcieć więcej...?


środa, 25 lutego 2015

Beskid Mały, śniegu dużo

Czasami bywa tak, że śniegu jest po kolana. Czasami też tak, że dużo więcej. Ale wtedy już nie myślimy o robieniu zdjęć.


Kocierz Rychwałdzki Basie. Serce Beskidu Małego, dookoła góry i las. Azyl. Cisza i spokój. Czasem słyszymy szczekanie psa, a czasem dźwięk silnika przejeżdżającego samochodu. Ale samochód to już poważne wydarzenie. Tak jak i pług, na który można liczyć zawsze, gdy tylko sytuacja na drodze tego wymaga. Wówczas rano można względem przejazdu pługu niemal regulować zegarki. Pług zapewne będzie w tym roku pojawiał się coraz rzadziej, o ile w ogóle...
Ale w głowie wciąż jeszcze wspomnienie weekendu sprzed półtora tygodnia, kiedy to śniegu było w bród. 

Słoneczna aura i temperatura na plusie sprawiały, że w powietrzu czuć było wiosnę. Wystarczyło jednak spojrzeć pod nogi, albo po prostu zrobić kolejny krok i to skutecznie pozbawiało złudzeń! Grubość pokrywy śnieżnej oscylowała wokół 0,5 metra, a pod wierzchnią zmrożoną warstwą czaił się miękki puch. Myślę, że można sobie wyobrazić komfort poruszania się w takich warunkach, gdy w najlepszym wypadku udaje się stąpać ostrożnie po powierzchni. A to udaje się z rzadka; najczęściej nogi zapadają się po kolana, albo i po... miejsce, w którym się kończą. Na szczęście tak bogate w zimowe atrakcje były tylko początkowe etapy naszych wędrówek. Oznaczone szlaki piesze, którymi poruszaliśmy się przez większość czasu, były już w miarę "przetarte". Radość z obcowania z przyrodą, rozpościerające się od czasu do czasu widoki i satysfakcja z pokonanych kilometrów wynagrodziły nam wszelkie niedogodności!

Zapraszam na krótką fotorelację z naszego walentynkowego weekendu. Część zdjęć jest autorstwa K.