środa, 25 lutego 2015

Beskid Mały, śniegu dużo

Czasami bywa tak, że śniegu jest po kolana. Czasami też tak, że dużo więcej. Ale wtedy już nie myślimy o robieniu zdjęć.


Kocierz Rychwałdzki Basie. Serce Beskidu Małego, dookoła góry i las. Azyl. Cisza i spokój. Czasem słyszymy szczekanie psa, a czasem dźwięk silnika przejeżdżającego samochodu. Ale samochód to już poważne wydarzenie. Tak jak i pług, na który można liczyć zawsze, gdy tylko sytuacja na drodze tego wymaga. Wówczas rano można względem przejazdu pługu niemal regulować zegarki. Pług zapewne będzie w tym roku pojawiał się coraz rzadziej, o ile w ogóle...
Ale w głowie wciąż jeszcze wspomnienie weekendu sprzed półtora tygodnia, kiedy to śniegu było w bród. 

Słoneczna aura i temperatura na plusie sprawiały, że w powietrzu czuć było wiosnę. Wystarczyło jednak spojrzeć pod nogi, albo po prostu zrobić kolejny krok i to skutecznie pozbawiało złudzeń! Grubość pokrywy śnieżnej oscylowała wokół 0,5 metra, a pod wierzchnią zmrożoną warstwą czaił się miękki puch. Myślę, że można sobie wyobrazić komfort poruszania się w takich warunkach, gdy w najlepszym wypadku udaje się stąpać ostrożnie po powierzchni. A to udaje się z rzadka; najczęściej nogi zapadają się po kolana, albo i po... miejsce, w którym się kończą. Na szczęście tak bogate w zimowe atrakcje były tylko początkowe etapy naszych wędrówek. Oznaczone szlaki piesze, którymi poruszaliśmy się przez większość czasu, były już w miarę "przetarte". Radość z obcowania z przyrodą, rozpościerające się od czasu do czasu widoki i satysfakcja z pokonanych kilometrów wynagrodziły nam wszelkie niedogodności!

Zapraszam na krótką fotorelację z naszego walentynkowego weekendu. Część zdjęć jest autorstwa K.