poniedziałek, 30 marca 2015

Nie lubię poniedziałku

Tytuł jest przewrotny, bo owo nielubienie nie jest w moim (zapewne odosobnionym) przypadku regułą. Zazwyczaj lubię poniedziałki za to samo, za co lubię poranki. Oznaczają początek, nowego dnia lub tygodnia. A początek z kolei napawa mnie optymizmem i nową energią. Mogę zaplanować nadchodzący czas jak tylko mam ochotę. 

Dziś jednak od rana moim rozkładem dnia rządziły zbiegi okoliczności, przeszkadzając w wykonaniu zaplanowanych zadań. Spóźniłam się do pracy z okazji wyjątkowego korka po drodze, spowodowanego robotami drogowymi, o których nie wiedziałam. Zaraz po tym, jak dotarłam, zorientowałam się, że nie wzięłam przygotowanego posiłku. To był moment kulminacyjny, teraz może być tylko lepiej!

Dlatego liczę po cichu, że może poprawi się pogoda... Świąteczny wyjazd zaplanowany, tymczasem prognozy pogody nie pozostawiają złudzeń , że czeka nas powtórka z rozrywki z wielkanocnego wyjazdu sprzed dwóch lat. O, takiego, jak niżej...





Foto: K.
Anaberry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz