czwartek, 30 kwietnia 2015

No, gdzie? Gdzie to jest?

No, gdzie spędzimy tegoroczną majówkę? Głowimy się nad tym od kilkunastu dni, mając w zanadrzu kilka zarysów planów i obserwując nieustannie zmieniające się prognozy pogody. Beskid Niski, Suwalszczyzna, węgierski Balaton, czeskie Morawy, Podlasie, Szwajcaria Saksońska, Wielkopolska? Co najmniej tyle destynacji przewinęło się już przez nasze myśli i klawiatury komputerów.
Chwila, moment i podejmiemy decyzję, zarezerwujemy noclegi. No, gdzie?



Pewne jest tylko to, co mam ochotę w ciągu tych kilku dni robić. Rowery, książka, dobre jedzenie. Aktywny odpoczynek, napawanie oczu zielonymi krajobrazami, kolekcjonowanie wrażeń i smaków. Nabranie nowych sił przed nadchodzącymi zmianami w życiu.

Do zobaczenia w maju!
Anaberry

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Ładne kwiatki, czyli krokusy i kaczeńce

Miałam marzenie, by zobaczyć w tym roku krokusy w Tatrach. Widziałam je już nie raz, ale... kto jest wrażliwy na takie widoki, ten zrozumie. 


Śledziłam pilnie rozwój sytuacji, oczekując, aż na polanach stopnieje śnieg. Stopniał w połowie zeszłego tygodnia. W sobotę naprędce powstał plan wyjazdu do Doliny Chochołowskiej: jedziemy w niedzielę i bierzemy rowery. 

Gdzie popełniłam błąd? Ano w kilku kwestiach. Aby móc delektować się widokiem łanów krokusów, trzeba albo wybrać inne miejsce niż Chochołowska (a jest kilka takich urokliwych miejsc), albo pojechać tam w środku tygodnia. Tymczasem w niedzielę Chochołowską w obie strony ciągnęły nieprzebrane tłumy. Przejazd rowerem, zamiast sprawić przyjemność okazał się walką o każdy skrawek ścieżki. Najwyraźniej mój plan okazał się mało oryginalny.

Krokusy widziałam, ale nie wywarły na mnie takiego wrażenia, jak zawsze. Niemniej poniżej przekornie zamieszczam kilka obrazków.


sobota, 25 kwietnia 2015

Kraków -> Trzebinia

Wstaję o świcie, pakuję do plecaka najpotrzebniejsze drobiazgi, zabieram bidony z wodą, kask. W garażu czeka już mój rower. Cel: Kraków. A w zasadzie to Rekreacyjny Rajd Rowerowy Kraków - Trzebinia. Aby dostać się na start, ruszamy (ja i rower) w kierunku dworca kolejowego.

Schodki prowadzące do pociągu budzą respekt, pomimo, że chwilę wcześniej samodzielnie znosiłam rower z dworcowej kładki. Na moment tracę rezon, jednak zanim zdążę coś wymyślić, w stronę roweru wyciągają się pomocne ręce i nie tylko wciągają go do środka, ale i troskliwie ustawiają obok innych jednośladów. Okazuje się, że nie tylko ja zmierzam na rajd... i że pomocne ręce należą do skądinąd znajomych mi rowerzystów :)

Kraków, poranek, Rynek. Dziwny to moment, kiedy ulice są jeszcze mokre po popiątkowym myciu, a płyta rynku i przylegające uliczki oblężone przez samochody dostawcze. Czuję się trochę, jakbym przyszła za wcześnie :)
Zatrzymuję się w Pierre Bakery przy Szewskiej. Nieważne, czy zamawiam tam kanapkę, czy croissanta - zawsze jest pysznie, świeżo, pachnąco. Cudowne pieczywo, kawa. Miejsce zdecydowanie godne polecenia.


środa, 22 kwietnia 2015

Dzień Ziemi


Gdzieś na Morawach w Czechach
 
Niemal dokładnie rok temu zachwycałam się krajobrazem czeskich Moraw, podziwiając go głównie z wysokości rowerowego siodełka i perspektywy świetnie przygotowanych rowerowych ścieżek. Maj, wściekle zielone drzewa, pola i winnice, kwitnący na żółto rzepak. Ładna zabudowa, nieprzekombinowana architektura domów mieszkalnych. Bardzo czyste i schludne ogrody, ogródeczki, obejścia. Zadbany każdy fragment miejskiej i wiejskiej zieleni; przystrzyżone trawniki, uporządkowana przestrzeń. Tak niewiele, a tak zjawiskowe efekty.

sobota, 18 kwietnia 2015

Wygrabiłam jeża!

Najprawdopodobniej spał sobie smacznie w kupce suchych liści, które sprzątałam. Przy kolejnym machnięciu grabiami ujrzałam jeżową kulkę. Nieco przestraszona, czy aby nie zrobiłam krzywdy temu iglastemu stworzonku, odłożyłam go w bezpieczne miejsce i poddałam obserwacji. Gdy i on otrząsnął się z szoku, odważył się zaprezentować w pełnej krasie i  wciąż nieco speszony podreptał w swoją stronę.
Ot, nawet wiosenne ogrodowe porządki mogą dostarczyć nieprzeciętnych emocji...


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Kocierz slow

Lubię wyjeżdżać w Bieszczady z wielu powodów. Piękne krajobrazy, rozległe, słabo zaludnione przestrzenie, przyroda to tylko kilka z powodów. Lubię też, ponieważ czuję, że ludzie żyją tam jakby wolniej, uważniej, spokojniej. Ten spokój potrafi się udzielać. I uśmiechają się do siebie jakby więcej, niż gdziekolwiek indziej.

Lubię wyjeżdżać do Kocierza, ponieważ tam również łatwiej zwolnić. Drewniana chałupa, w której się zatrzymujemy sama w sobie działa kojąco i nasuwa wiele refleksji. Kaflowy kuchenny piec z blachą inspiruje do poszukiwań tradycyjnych przepisów z regionu.

Wstaję wczesnym rankiem, ubieram się ciepło, rozpalam w piecu. Nastawiam wodę na herbatę i stawiam na blasze kawiarkę. Zarabiam ciasto na podpłomyki, formuję placki i wrzucam je na blachę. Robię naleśniki i śniadanie niemal gotowe. A w międzyczasie piekę proste, drożdżowe cynamonki, będą na później. Chce mi się.
 
 

środa, 8 kwietnia 2015

Białe święta

W połowie lutego będąc w Beskidzie Małym wróżyłam rychły koniec zimy; w zeszłym tygodniu śnieg budził we mnie niemalże odrazę, a tymczasem...

 


Pragnęliśmy z przyjaciółmi spędzić święta aktywnie, jednak niezbyt atrakcyjne prognozy pogody sprawiły, że czekaliśmy z podjęciem decyzji o wyjeździe do ostatniej chwili. Braliśmy pod uwagę kilka kierunków, ale w ostatniej chwili wybór padł na cel obrany pierwotnie; Bieszczady.
Półtora roku temu spędzaliśmy tamże rodzinne Boże Narodzenie, licząc wówczas na pięknie białe święta. Troszkę się wtedy przeliczyliśmy, za to tegoroczna Wielkanoc najwyraźniej postanowiła nam to wynagrodzić :) Warstwa białego puchu przyrastała ponoć od tygodnia, wjeżdżając w Bieszczady, minąwszy Baligród trafiliśmy w śnieżną zamieć. Koło południa wyraźnie zaczęło się wypogadzać, a nam zaczęły poprawiać się humory.