środa, 8 kwietnia 2015

Białe święta

W połowie lutego będąc w Beskidzie Małym wróżyłam rychły koniec zimy; w zeszłym tygodniu śnieg budził we mnie niemalże odrazę, a tymczasem...

 


Pragnęliśmy z przyjaciółmi spędzić święta aktywnie, jednak niezbyt atrakcyjne prognozy pogody sprawiły, że czekaliśmy z podjęciem decyzji o wyjeździe do ostatniej chwili. Braliśmy pod uwagę kilka kierunków, ale w ostatniej chwili wybór padł na cel obrany pierwotnie; Bieszczady.
Półtora roku temu spędzaliśmy tamże rodzinne Boże Narodzenie, licząc wówczas na pięknie białe święta. Troszkę się wtedy przeliczyliśmy, za to tegoroczna Wielkanoc najwyraźniej postanowiła nam to wynagrodzić :) Warstwa białego puchu przyrastała ponoć od tygodnia, wjeżdżając w Bieszczady, minąwszy Baligród trafiliśmy w śnieżną zamieć. Koło południa wyraźnie zaczęło się wypogadzać, a nam zaczęły poprawiać się humory.



Świąteczny weekend zaowocował trzema krótkimi, acz pięknymi wyjściami w góry. Postawiliśmy na klasykę, licząc na to, że najpopularniejsze szlaki będą przetarte przez innych turystów (tak było). Zależało nam również, by wstrzelić się w okna pogodowe... te słoneczne obrazki poniżej w skali całego dnia bynajmniej nie były regułą.


Na dobry początek poobiedni i popołudniowy spacer na Połoninę Wetlińską do Chatki Puchatka z Przełęczy Wyżniej. Na przełęczy sam Lutek Pińczuk w towarzystwie nieznanych mi jegomości odkopywał drogę z około półmetrowej warstwy śniegu, by utorować zakopanemu po koła samochodowi drogę.

Foto: K.


Foto: K.

W Wielką Niedzielę wyruszyliśmy na Tarnicę, gdzie dwa dni wcześniej miała miejsce Droga Krzyżowa. Wyruszyliśmy oczywiście z Wołosatego.




 

W trakcie zejścia poganiały nas już ciemne chmury wieszczące koniec "okna pogodowego".
Trzecie wyjście poczyniliśmy na Małą Rawkę z Przełęczy Wyżniańskiej. Wyjątkowo dopisująca mi w tym dniu forma pozwoliła być na szczycie jako pierwszej i uchwycić w obiektywie niemal ostatnie promienie słońca.

 


Foto: K.

Człowiek uczy się przez całe życie (jeśli tylko chce). Święta były lekcją na temat umiejętności dostosowania się i pozytywnego myślenia. Śnieg w Wielkanoc był nam z początku bardzo nie w smak, mimowolnie czekaliśmy na ocieplenie.
Zastana zima okazała się jednak piękna, najpiękniejsza. Taka, na którą czeka się w grudniu.
Wystarczyło raptem wyzbyć się oczekiwań i zacząć cieszyć tym, co mamy na wyciągnięcie ręki. Ciekawe, czy to ostatnie białe obrazki w tym sezonie...?

W bonusie świąteczne akcenty. Na pierwszym zdjęciu oczywiście nasze wielkanocne śniadanie; na drugim oryginalna dekoracja w restauracji Paweł nie całkiem święty w Smereku. Restaurację odkryliśmy w październiku tamtego roku w trakcie zupełnie wyjątkowego bieszczadowania, teraz kontynuowaliśmy testy. Jedzenie jest zjawiskowe. Tak samo jak wystrój i kilka innych szczegółów. Na przykład nalewka szefa (niezamawiana) podawana w trakcie obiadu. Potrawy nawiązują do miejsca, w którym się je podaje (dziczyzna, grzyby) i charakteryzują oryginalnymi recepturami. Prawdziwe jedzenie, żadnych poprawiaczy, świetnie doprawione. Ach, warto!



Wypad zakończyliśmy wizytą w sanockim Muzeum Historycznym, w Galerii Zdzisława Beksińskiego. Czyli ucztą, ale dla ducha. Uwielbiam!


Anaberry

1 komentarz:

  1. Tak obfitych w śnieg i piękne wrażenia Świąt dawno nie przeżyłam! Warto było, mimo niezbyt pozytywnego nastawienia.
    Pogoda spłatała nam pięknego figla :)) Kochana piękne zdjęcia i nowa szata bloga powala. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń