piątek, 22 maja 2015

Uff, pakowanie

Blogi są pełne porad o sprawnym spakowaniu się do jednaj małej walizki oraz list rzeczy zawierających niezbędne minimum do przetrwania na urlopie. Zaniedługo znów zacznie się "sezon urlopowy", a wraz z nim zapewne wysyp kolejnych porad. Kto wie, może sama podzielę się własnym doświadczeniem. Warto jednak pamiętać, że "do jednej małej walizki" można spakować się lecąc na wakacje do hotelu. Tymczasem moje wakacje często wyglądają nieco inaczej - to "hotel" jeździ ze mną. Namiot, a czasem kamper.

W tym wpisie spróbuję zatem opisać moje doświadczenia w pakowaniu dla różnistych wyjazdów. I stworzę sobie ściągawkę na przyszłość! Ostrzegam, że będzie długo. I chyba trochę ekshibicjonistycznie ;)


Jeden z przedmiotów widocznych na zdjęciu nie przyjechał w bagażu, lecz został nabyty na miejscu :)



Pomimo wielu i częstych wyjazdów, a więc i częstej potrzeby pakowania się, nie czuję się specjalistką w tym temacie. Marzę, by umieć pakować się super minimalistycznie i zabierać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Sporadycznie mi się to zdarza, jednak regułą jest, że z wojaży przywożę ubrania, których nawet nie wyciągnęłam z torby, czy plecaka. Wiele jest też rzeczy, których owszem, użyłam bo były ze mną; jednakże nie były one niezbędne. 

Z drugiej strony, dopasowuję ilość i rodzaj zabieranych rzeczy do bardzo wielu czynników: charakteru wyjazdu, środka/ów transportu, pory roku i wielu innych.
Jeśli wiem, że cały swój bagaż będę dźwigała na plecach, oczywistym jest, że minimalizuję ilość przedmiotów, ogarniam garderobę tak, by z minimalnej ilości ubrań móc stworzyć maksymalną liczbę praktycznych (!) zestawów, wspomagam się różnymi sprytnymi turystycznymi wynalazkami dostępnymi w sklepach outdoorowych. 
Ale jeśli mogę pozwolić sobie na wrzucenie rzeczy do auta i nieszczególne ograniczanie się, zazwyczaj biorę również rzeczy niekoniecznie wyjątkowo praktyczne, ale takie, które po prostu lubię, albo zwyczajnie umilają podróżowanie. Na przykład dżinsową kurtkę, za ciężką, by nosić ą w plecaku. I zapasowe. Zdarza mi się bowiem, że gdy na weekend wezmę tylko jedną parę spodni, akurat oblewam się winem na spotkaniu z przyjaciółkami... Inny przykład z życia wzięty - zmiana planów, konieczne przedłużenie wyjazdu. I nagle okazuje się, że jeszcze jedna czysta para skarpetek albo dodatkowy sweter są na wagę złota!


 

Pakuję się...

  • na jeden dzień: ostatnio najczęściej do małego plecaka - niezależnie, czy to wyjście w góry, czy wycieczka rowerowa. Czasem do nieprzemakalnego worka, gdy w grę wchodzą kajaki. Albo do torby / torebki, gdy akurat zwiedzamy miasto.
  • na weekend / kilka dni: do większego plecaka, jeśli idziemy w góry i nocujemy w schronisku, albo do toreb, plastikowych pojemników i wiklinowych koszy, gdy zasadniczo przemieszczamy się autem.
  • na tydzień, dwa, trzy (...): jak wyżej: do dużego plecaka w góry, lub na kilkutygodniową wyprawę "backpackerską", albo do samochodu (torby, kosze, pudła).

Mały plecak...
...duży plecak...
...całe auto rzeczy!

Zabieram ze sobą...


W wersji absolutnie podstawowej
  1. rzeczy osobiste (odzież, buty, niezbędny sprzęt, kosmetyki), 
  2. aparat fotograficzny,
  3. mapę regionu, po którym się poruszam.

W zależności od charakteru wyjazdu, mogą do tego dołączyć:

Więcej map i przewodnik po regionie, czasopisma zawierające inspirujące artykuły na temat regionu i książki.

Więcej sprzętu foto/video, np. kamera, statyw.

Jedzenie i podstawowe sprzęty i akcesoria kuchenne: kubki, składany nóż, termos, plastikowe sztućce...

Więcej jedzenia i kuchennych sprzętów:

W wersji max, pozostając w kategorii użytkowej, prezentuje się to mniej więcej tak: komplet talerzy, kubków, miseczek i sztućców dla wszystkich uczestników wyjazdu, patelnia, 2-3 garnki różnej wielkości, duża miska, czasem dodatkowo czajnik do gotowania wody, 1-2 ostre, najczęściej składane noże, turystyczny pojemnik na przyprawy, akcesoria: otwieracz do konserw, chochelka, drewniana łopatka, silikonowy pędzelek, szczypce do grilla, grill, butla gazowa z dwoma palnikami. Bardzo przydatne jest posiadania kilku plastikowych zamykanych pojemników na żywność różnej wielkości.
  

Kuchenne wakacyjne przydasie
Grill - niezawodny!
Radość gotowania w plenerze... i w samochodzie!

Natomiast wkraczając w kategorię fanaberii max, zdarzało nam się zabierać ze sobą również: zestaw kieliszków lub szklanek do drinków, słomki, wyciskacz do czosnku, trójnóg z kociołkiem (albo i bez, ale to dłuuuga historia...) do stawiania nad ogniskiem, silikonową matę-"stolnicę"... i żeby tylko!

W plenerze, czy w kamperze - można też tak!


Sprzęt campingowy:
Wersja podstawowa: namioty, karimaty, śpiwory.
Wersja max: jak wyżej, plus stolik i krzesła turystyczne, sznurek i klamerki na pranie, plastikowa miska, źródło światła.



Sprzęt sportowy np. rowery, narty, sprzęt do snorklowania.


Graty extra, czyli przedmioty, które nie są niezbędne, ale potrafią wspaniale umilić spędzanie czasu: gry planszowe, plażowa nadmuchiwana piłka, materac do dryfowania na morskich falach, boombox, zestaw do gry w badmintona, hamak (plus sto do lansu), pluszaki... (tak, tak, nie przewidzieliście się).

Akcesoria na urlopie bardzo niezbędne :)
Plus 100 do szczęścia!

Jak z taką ilością rzeczy przeżyć i nie dać się zwariować? Niezależnie od ilości zabranych rzeczy, najważniejsza jest dobra organizacja. Tak się składa, że zazwyczaj potrafię świetnie się odnaleźć mając auto zapakowane po dach (a nawet i z dachem włącznie), po prostu mam pamięć do tego, co gdzie utknęłam.
Aby jednak ujarzmić zabrane rzeczy, przydają się ułatwienia w postaci plastikowych pojemników pasujących do bagażnika, materiałowych worków, saszetek itp. Może same w sobie zajmują nieco cennego miejsca, za to bezbłędnie ułatwiają organizację.

Drugi trik! Gdy piszę o maksimach, to niekoniecznie jest tak, że wszystkie te rzeczy zabieram sama. Czasem jeździmy tylko we dwójkę, czasem z przyjaciółmi, znajomymi, rodziną. Gdy grupa jest większa, warto wcześniej umówić się kto co pakuje, aby nie dublować takich rzeczy jak czajnik, czy suszarka do włosów.

A skoro wywlokłam już tyle osobistych zdjęć i zrobiłam sobie miłą powtórkę z kilku lat wakacji (a Wam totalny misz masz miejsc i kolorów), pójdę na całość. Na koniec kilka zdjęć bez cenzury. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

Camp w fazie "nikomu nie chce się sprzątać"...

...i samochód w fazie jak wyżej
Jestem ciekawa, co najdziwniejszego, niekoniecznie potrzebnego zdarzyło Wam się zabrać ze sobą na wakacje?

Anaberry

2 komentarze:

  1. Wyjątkowa retrospekcja :D
    Najbardziej specyficzne jest pakowanie na wyjazdy świąteczne. Pakowanie majdanu spożywczego nigdy nie należy do moich ulubionych zajęć przedwyjazdowych ;) Dodałabym jeszcze wazony, świeczki i dekoracyjne pierdółki.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna, no przecież! Wazony :) Koszyki Wielkanocne. Zapomniałam, że kiedyś wieźliśmy ze sobą choinkę. Maleńką, ale jednak; przyjechała z nami z powrotem i rośnie w ogrodzie. No i niezapomniany wyjazd Sylwestrowy, kiedy wyzwanie spakowania wszystkich "niezbędnych" rzeczy do całkiem sporych rozmiarów bagażnika okazało się być Tetrisem w wersji 3D.
      Kuchennych rzeczy zabieram chyba za dużo, ale lubię kucharzyć wygodnie :)

      Usuń