poniedziałek, 1 czerwca 2015

R (jak rower) 4

Pogoda była dziś wymarzona na przejażdżkę rowerową. Promienie słońca przyjemnie grzały (a nie paliły) skórę, wiatr muskał z lekka odsłonięte ramiona.


Jako cel obrałam Pszczynę, gdyż z Brzezinki można tam dojechać fragmentem jednej z dróg rowerowych Greenways, a konkretnie trasy znakowanej jako R4, czyli Międzynarodowego Szlaku Rowerowego Greenways Kraków – Morawy – Wiedeń.
Szlaki Greenways poprowadzone są mało uczęszczanymi drogami, głównie asfaltowymi. Łączą zabytkowe  miasta, obiekty historyczne oraz inne ciekawe miejsca; czy to przyrodniczo, czy kulturowo. Wspomniany odcinek Brzezinka - Pszczyna przejeżdżałam już wcześniej i to dwukrotnie, stąd wiedziałam, że mogę liczyć na przyjemne dla oka pejzaże.



Zjechałam z obranego szlaku dwa razy. Najpierw, by odwiedzić brzeszczańskie Nazieleńce, a później... Cóż, malowane na drzewach sygnaturki wyznaczające trasę w terenie nie zawsze są (widoczne). Mniej lub bardziej nadgryzione zębem czasu, nie wszystkie spełniają swoją rolę.

Wspomniane Nazieleńce to kompleks leśno-stawowy. Wystarczy przejechać kilka kilometrów, by znaleźć się w zupełnie innym świecie. Świecie zawładniętym przez ptaki. Pierwsze, co uderza gdy jest się już blisko, to niewiarygodnie głośne ptasie śpiewy i trele. Ptakom wtórują żaby, choć nie mają aż takiej siły przebicia. Chwila cierpliwości i można podejrzeć, jak łyski polują na ryby.
 
Nazieleńce i mieszkańcy

Droga na grobli


Później czekała na mnie cienista i pachnąca sosnami Puszcza Pszczyńska. Zieleń drzew i runa wciąż jeszcze jest dziko zielona; można się w tej zieleni zatracić.


W Pszczynie tym razem postawiłam na relaks w parku. Zanim jednak wyłożyłam się na trawie, po raz pierwszy chyba przemierzyłam większość parkowych alejek. Park jest prawdziwie imponujący. Ze względu na rozmiary, drzewostan i obiekty, które się w nim znajdują. Zamek to jedno; oczywista oczywistość. Mnie urzekł niewielki budynek zbudowany na planie ośmiokąta, czyli Lodownia. Działała przez cały rok, gromadzono w niej zapas lodu na potrzeby zamku.
A do wyboru w najbliższym otoczeniu jest jeszcze mały skansen, Pokazowa Zagroda Żubrów, kilka innych obiektów parkowo-zamkowych. No i urokliwa pszczyńska starówka, wczoraj jednak upstrzona turystami tak bardzo, że szybko się z niej ewakuowałam.

Lodownia w Parku Pszczyńskim
Zamek w Pszczynie
Lektura (oczywiście rowerowa) i przekąski :)

Dzień był zdecydowanie udany. Choć jazda na rowerze po okolicach Oświęcimia to coś zupełnie innego niż pedałowanie w krajobrazie ukształtowanym przez lodowiec, z którym ostatnim razem miałam do czynienia... Nie ma męczących podjazdów, ale nie ma i zjazdów. Jedzie się trochę jak na rowerze stacjonarnym, pedałując niemal bez przerwy. Nic to, niebawem znów diametralnie zmieniam krajobraz!


Anaberry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz