wtorek, 23 czerwca 2015

Wiła wianki



W marcu witaliśmy w Kocierzu wiosnę, teraz przywitaliśmy lato. Tradycją staje się pogoda zupełnie nieadekwatna do pory roku i naszych oczekiwań. Weekend nie rozpieszczał; co rusz niosące nadzieję chwilowe przejaśnienia zakrywały deszczowe chmurki. Grillowanie w deszczu, bieganie w deszczu i błocie. Na pocieszenie tęcza na horyzoncie.
W jednej z kilku słonecznych chwil udał się spacer. 



 
Wianek popłynął, a ja zaczęłam rozważać karierę w zawodzie czarownicy, jeśli w obecnym życiu coś poszło by nie tak (wypluć i odpukać!). Według słowiańskich wierzeń, zioła zebrane podczas letniego przesilenia mają wyjątkową moc. Zebrałam sobie miętę.

Babka zwyczajna.
Jej rozmnażanie wspomagane jest przenoszeniem ziaren między innymi na naszych butach...
stąd częste występowanie przy ścieżkach, czy na trawiastych podwórkach.
Od jakiegoś czasu widuję babkę jakby rzadziej.

Nie brakło i "czegoś dla ciała". Na zdjęciu poniżej ziemniaki "pieczone", "prażone" lub "duszone" (nazywane różnie, w zależności od regionu, w którym się je przyrządza). Kto zna tę potrawę i wie, jak się ją przyrządza?

Śniadaniowy koktajl truskawkowy

Biegu biegu!

Bieganie, jakby nie było też "dla ciała". Ale nie tylko. Taka nawierzchnia, buty i nie trzeba mi nic więcej! 


A.

P.S. Wszystkie zdjęcia wykonałam telefonem :D Tak, da się zapomnieć zabrać aparat!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz