wtorek, 14 lipca 2015

Projekt Kocierz. Część pierwsza, czyli o co chodzi?

W sezonie letnim spędzamy w sielskim Kocierzu więcej weekendów niż dotychczas. Właściwie, to licząc od 10-12 lipca, spędzimy tam miesiąc, weekend po weekendzie (a bywaliśmy tamże i w czerwcu). W różnym gronie; rodzinnym lub wśród znajomych.



Kapelusz w stylu "badziewie do badziewia". Ale przed słońcem chroni skutecznie :)

Czemu o tym piszę? Perspektywa ta, poza oczywistą radością z zaplanowanych spotkań, jawi mi się jako świetne ćwiczenie. 
Na kreatywność. Umiejętność zagospodarowania czasu tak, by nie popaść w rutynę.
Na uważność. By umieć wciąż na nowo odkrywać potencjał tego samego miejsca. By dostrzegać to, co na pierwszy rzut oka niewidoczne. 
Na to, by zajrzeć wgłąb siebie. Umieć zwolnić.
Na kondycję! Okoliczne lasy to moje ulubione miejsce do biegania. A w planach również i rower! 


Przyjemności? Proste rzeczy. 
Świeży, domowy chleb i regionalny ser na śniadanie, wspólnie przyrządzony obiad. Lemoniada ze świeżą miętą i ciasto z sezonowymi owocami.
Wieczorny spektakl w wykonaniu robaczków świętojańskich. 
Wędrowanie po okolicy, w poszukiwaniu przygód / równowagi i spokoju / jagód / poziomek / grzybów (niepotrzebne skreślić).
Leżenie w trawie (nie ma gdzie rozwiesić hamaka!).
Satysfakcja z pokonywania własnych słabości (wszak bieganie i jeżdżenie rowerem po górach to dla mnie nowość).

No i zwyczajnie lubię być blisko przyrody.


Jagodobranie!
Tu kapelusz ma chronić przed kleszczuchami.



AnaBERRY


2 komentarze: