poniedziałek, 6 lipca 2015

San, San, Saaan!

A może "Sun, sun, suuun!"? Tytuł posta zaczerpnęłam z fonetycznego skojarzenia z jednym z refrenów piosenki Noah and the Whale "5 Years Time", której namiętnie słuchaliśmy w pewne pamiętne wakacje... 6 lat temu :) Ów refren idealnie nadawał się do wycia nucenia pośrodku Sanu*.






Prognozy pogody obiecujące afrykańskie upały skłoniły nas do powzięcia decyzji o realizacji dawno zamierzonego planu: spływu kajakami po Sanie. Kilka telefonów, by dograć szczegóły i oto w sobotni poranek wyruszyliśmy w wesołym jak zawsze składzie z upalnej Małopolski w równie upalne Podkarpacie. Wesoło było tym bardziej, że uraczyliśmy się w trasie lekturą jednej z podróżniczych relacji jeszcze weselszego składu Żukiety, czyli "Ale gdzie jesteśmy".

W miejscowości Krzemienna, która była naszą bazą i zarazem półmetkiem kajakowej trasy pojawiliśmy się punktualnie. Jeszcze tylko krótka podróż z kajakami do Sanoka i nareszcie można było się przesiąść w nasze jednostki pływające.


Ruszamy. Na początku spokojnie, niczym po jeziorze.


Dlaczego kajaki są super?
  • Przyroda. Podglądana z niecodziennej perspektywy - rzeki. Kaczki, czaple, bociany. Ryby, od czasu do czasu spektakularnie wyskakujące z wody. Wszechobecna zieleń, odbijająca się w tafli wody. I barszcz Sosnowskiego. Dziwna, przeskalowana w stosunku do otoczenia roślina o złej sławie. Miejscami jest tego naprawdę sporo...

  • Temperatura. Zaskakująco znośna na środku rzeki (na brzegu już nie było tak przyjemnie). Naturalna klimatyzacja.  Żadnego denerwującego szumu urządzenia, tylko kojące dźwięki przyrody. Trzeba tylko pamiętać o nakryciu głowy i kremie z filtrem!

To był spektakl!


  • Trening mimochodem. Niby trochę czuć "w łapach" jednostajny ruch wiosłem, jednak nurt rzeki sprawia, że kolejne kilometry umykają szybko.
  • Chillout. Odpoczywamy, gdy tylko mamy ochotę. Obowiązkowo umilamy sobie czas zabranym prowiantem. Niedopieczona kiełbaska w żadnych innych okolicznościach nie smakuje tak wybornie, jak wprost z mini plażowego ogniska!

 
Rarytasy. Menu trzeba przemyśleć, by drastycznie nie zmieniło swojej konsystencji.
Dobór szminki również... z tych samych względów.


  • "Ice bucket challenge". Czyli dosłownie, kubeł zimnej wody. Gdy robi się trudno, humor przestaje dopisywać i atmosfera staje się, delikatnie mówiąc, ciężka, nic tak nie przywraca do równowagi, jak wywrotka. To zawsze dzieje się niespodziewanie, choć czas jakby zwalnia i człowiek do ostatniej chwili łudzi się, że "się uda". Później nie ma czasu, by się czymkolwiek łudzić. Trzeba się wykaraskać, odłowić wszystko, co postanowiło ruszyć swoją drogą (ciastka, butelki z wodą, wiosła...) i wylać wodę z kajaka :) Po czym zacisnąć zęby i walczyć dalej!


Po wywrotce. Zimno ale pięknie.



Przeprawa promowa w Krzemiennej



Najlepszych zdjęć oczywiście nie zrobiłam. Mogę tylko przyrzec, że przysłowie "Kto rano wstaje (...)" ma rację bytu. Krzemienna o 4:40 nad ranem wyglądała zjawiskowo... co raczyłam zauważyć, zanim wróciłam do ciepłego łóżka. A gdy tylko przymykałam powieki, znów widziałam falującą wodę...



* Noah and the Whale "5 Years Time"




Anaberry






2 komentarze:

  1. "Zimno, ale pięknie" mój ulubiony fragment ;)
    Jak ja bym chciała jeszcze tam wrócić, choć na jeden dzień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zimno" to było nam, po wywrotce! Wam zostało tylko "ale pięknie"!

      Usuń