poniedziałek, 28 września 2015

Grzybobranie 2015 po raz pierwszy

Nic a nic nie pomyliłam się nastawiając się końcem tamtego tygodnia na grzybobranie! Do obfitości, do której przyzwyczajaliśmy się rok, czy dwa lata temu jeszcze daleko, ale ze zbiorów wracaliśmy ukontentowani.
 
Jeden koszyk sobotni i dwa niedzielne.
Kanie, maślaki, kurki, borowiki.
Jeżyny i mięta.
Obłęd!

piątek, 25 września 2015

Kilka sposobów, jak wyciągnąć 101% lata z lata...

...czyli celebrować wakacje nawet, gdy już nam się nie należą i chadzamy codziennie do pracy.

 


Koniec lipca za chwilę już znów zima

Te słowa często sączyły się latem z radiowej trójki. Wtedy wydawały się nieco abstrakcyjne, tymczasem do zimy zostało jeszcze trochę czasu, ale lato odchodzi właśnie w niepamięć. Jak przeżyć je, by pozostało w pamięci  w miłych wspomnieniach? Nawet, jeśli nie planujemy wielkich wakacyjnych wojaży?

niedziela, 20 września 2015

Mazurski powrót do przeszłości

Wiele jest miejsc, w które człowiek trafia w trakcie swoich wojaży i z różnych powodów obiecuje sobie w nie wrócić. Niewiele jest takich, w które wrócić naprawdę się pragnie.




Znam takie miejsce, które przyciąga jak magnes. Pierwszy i do niedawna jedyny raz byłam tam będąc jeszcze nastolatką, w trakcie jednych z ostatnich "wczasów" z rodzicami. Przez wiele lat nosiłam w sobie chęć powrotu. W tym roku wróciłam. Do maleńkiej miejscowości Bałowo, nad Jeziorem Gielądzkim. Prowadzą do niej tylko szutrowe, lub utwardzone okrągłymi "kocimi łbami" drogi, a w samej wsi jest raptem kilka, czy kilkanaście domów.

czwartek, 10 września 2015

Suwalszczyzna - ciąg dalszy nastąpił

O Bieszczadach mówi się, że się w nie nie jeździ, ale wraca. Takich miejsc mam więcej na mojej osobistej liście. Gdy w maju przemierzaliśmy na dwóch lub czterech kołach północno-wschodnie krańce kraju, wiedzieliśmy już, że w te rejony wrócimy. 

W maju na Suwalszczyźnie zrobiliśmy ledwie rekonesans. Pojechaliśmy na żywioł, na miejscu orientując się w atrakcjach regionu. Niewiele udało się zobaczyć. Niezupełnie dopisała pogoda a i czasu nie było wiele. Tym razem jednak dotarliśmy w samo zielone serce regionu - nad Jezioro Wigry w Wigierskim Parku Narodowym.

 
Nad Wigrami

Bazą tej części naszego wypadu było pole namiotowe nad jeziorem w miejscowości Rosochaty Róg. Kilkudniowy pobyt nad samym brzegiem jeziora to nie tylko frajda z możliwości zażycia kąpieli o dowolnej porze dnia (i nocy). To przede wszystkim codzienny spektakl. Suwalskie (i mazurskie) jeziora mają bowiem kolor nieba...
Wszystkie poniższe zdjęcia zostały wykonane w przeciągu kilku dni z brzegu, przy którym obozowaliśmy.

Jezioro Wigry w dniu przyjazdu
Foto: K.

czwartek, 3 września 2015

Czarna Hańcza kontra Krutynia - relaks w kajaku

Tegoroczny urlop był bardzo "last minute". I nie, nie skorzystałam z żadnej superoferty żadnego z biur podróży. Tak się złożyło, że przez ostatnie kilka lat terminy urlopów musiałam planować z wyprzedzeniem. Wyjazdy planowaliśmy więc adekwatnie dużo wcześniej i w najdrobniejszych szczegółach. Oczekiwałam ich przez kilka miesięcy oraz od nich wiele.

Tym razem było inaczej. Ustalenie urlopu było typową "szybką akcją", a spraw do domknięcia uzbierało się tyle, że na drobiazgowe plany brakło czasu. Ot, bywa. Powstał ogólny zarys planu i ruszyliśmy. Tak, jak w maju, na północ (klik, klik, klik). Tylko nieco bardziej na zachód.

Tym samym spełniło się moje kolejne  marzenie. Wsiedliśmy w kajaki na kultowych trasach spływów; Czarnej Hańczy i Krutyni.

 



Człowiek szuka wrażeń hen, hen, daleko, koniecznie za granicą. Trafia do Tajlandii czy innej Albanii i wydaje mu się, że odkrył kosmos na Ziemi. Jakiś czas później trafia w mniej mu znane zakątki własnego kraju i... tam też odkrywa ów kosmos.
Tak było w pierwszym dniu podczas spływu. I w drugim, trzecim i czwartym również.