czwartek, 3 września 2015

Czarna Hańcza kontra Krutynia - relaks w kajaku

Tegoroczny urlop był bardzo "last minute". I nie, nie skorzystałam z żadnej superoferty żadnego z biur podróży. Tak się złożyło, że przez ostatnie kilka lat terminy urlopów musiałam planować z wyprzedzeniem. Wyjazdy planowaliśmy więc adekwatnie dużo wcześniej i w najdrobniejszych szczegółach. Oczekiwałam ich przez kilka miesięcy oraz od nich wiele.

Tym razem było inaczej. Ustalenie urlopu było typową "szybką akcją", a spraw do domknięcia uzbierało się tyle, że na drobiazgowe plany brakło czasu. Ot, bywa. Powstał ogólny zarys planu i ruszyliśmy. Tak, jak w maju, na północ (klik, klik, klik). Tylko nieco bardziej na zachód.

Tym samym spełniło się moje kolejne  marzenie. Wsiedliśmy w kajaki na kultowych trasach spływów; Czarnej Hańczy i Krutyni.

 



Człowiek szuka wrażeń hen, hen, daleko, koniecznie za granicą. Trafia do Tajlandii czy innej Albanii i wydaje mu się, że odkrył kosmos na Ziemi. Jakiś czas później trafia w mniej mu znane zakątki własnego kraju i... tam też odkrywa ów kosmos.
Tak było w pierwszym dniu podczas spływu. I w drugim, trzecim i czwartym również. 

Pierwszego dnia spływania najwięcej było ochów i achów. Wrażenia estetyczne niewątpliwie spotęgowane były ekscytacją wynikającą z samego początku urlopu. Pierwszy dzień przypadł na Czarną Hańczę.


Spływ Czarną Hańczą


Region: Suwalszczyzna, Wigierski Park Narodowy
Płynęliśmy: ok. 27 km 
DZIEŃ 1: Wigry - Maćkowa Ruda - Buda Ruska - Wysoki Most
DZIEŃ 2: Wysoki Most - Studziany Las - Gulbin - Frącki



W kajak wsiedliśmy u brzegu Jeziora Wigry. Po krótkim poszukiwaniu wejścia do strugi wypływającej z jeziora wpłynęliśmy między trzciny i zaczęła się bajka. Czysta, idealnie przejrzysta woda, pod nią wyczesane nurtem rzeki wodorosty i wściekle zielone liście. Na niej żółcące się kwiaty grążeli i śnieżnobiałe nenufary. A nad nią trzciny; po bokach bujne, a na trasie kajaka jakby dygoczące ze strachu, pojedyncze "szczypiorki". Krajobraz niczym z obrazu Monet'a. No, albo z kosmosu.


Pomiędzy tą całą różnorodnością roślin wypatrywaliśmy ryb. Nie wymagało to specjalnego wysiłku, było ich mnóstwo. A to wciąż nie koniec możliwości obserwowania przyrody. Na wyciągnięcie ręki podpływają kaczki i łabędzie. Jedne i drugie nauczone, że kajak = darmowa wyżerka, przy czym te drugie bywają agresywne! Znacznie przyjemniej było wypatrzyć płochliwą wciąż czaplę, na widok ludzi zrywającą się do lotu.
 

Wiosłowałam zauroczona. Płynęliśmy niespiesznie, niemal od niechcenia. Chillout. Wielokrotnie zatrzymywaliśmy się by zażyć kąpieli, a nawet popływać. Albo przekąsić coś pysznego! Ale o tym później :)

Warto zajrzeć również pod wodę


Spływ Krutynią 

Region: Mazury
Płynęliśmy: ok. 41 km
DZIEŃ 3: Zgon - Jez. Mokre - Jez. Krutyńskie - Krutyń - Krutyński Piecek - Rosocha - Wojnowo - Ukta
DZIEŃ 4: Ukta - Nowa Ukta - Nowy Most - Jez. Gardyńskie - Jez. Malinówko - Iznota 




Spływ szlakiem krutyńskim również zaczęliśmy od jeziora... tym razem jednak bardziej dosłownie. Wszak Mazury z jezior słyną. Wystartowaliśmy w miejscowości Zgon, by przez pierwsze kilka kilometrów płynąć jeziorem Mokrym. Był dość wczesny poranek. Było cicho i spokojnie. Płynęliśmy tnąc z początku idealnie gładką taflę wody. Jej bezkres naruszaliśmy tylko my i perkozy, później lekko marszczył wiatr. Przez kilka kilometrów wiosłowania minęliśmy aż 2 łódki z wędkarzami. Aż do uchodzącej z jeziora Krutyni i jazu, gdzie chętnych na wodną wędrówkę pojawiło się więcej. 

Śluza



Właściwie to za dużo się ich pojawiło. Okolicę miejscowości Krutyń na rzece można śmiało przyrównać do zakopiańskich Krupówek. Płynie się kajak w kajak, jest głośno. Trzeba uważać na poruszające się w górę rzeki łodzie pychówki, wiozące szwargoczących potomków dawnych mieszkańców tych ziem. Rzeczna autostrada!

Relaks

Gdy jednak choć na chwilę uda się znaleźć z przyrodą sam na sam, w człowieku rodzą się zupełnie inne doznania. Ów odcinek leśny Krutyni nie bez powodu jest tak popularny. W wodzie leżą zwalone, omszałe drzewa. W ich cieniu znajdują schronienie liczne kaczki. Warto zatrzymać się, by nie tylko odpocząć od wioseł, ale i poobserwować, co dzieje się pod wodą. Ciekawskie okonie podpływają na wyciągnięcie ręki!

 
Drugiego dnia spływaliśmy głównie obszarami rezerwatów przyrodniczych. Totalna dzikość brzegów! Miejsca, gdzie można było się bezpiecznie zatrzymać, mogę policzyć na palcach jednej ręki. 


Dzień był wietrzny, a niebo spowijały białe baranki. Wodę również :)

Z głową w chmurach

Kończyliśmy naszą trasę na jeziorach, gdzie najadłam się trochę strachu. Wiatr mocniej bujał kajakiem i nie dawał wytchnienia w wiosłowaniu, a muliste dno tuż pod nami sprawiło, że sama wizja utknięcia na mieliźnie podnosiła adrenalinę. Niemniej bezpiecznie dotarliśmy do celu.




PORÓWNANIE

Pokusiłam się o tytuł posta sugerujący porównanie obu spływów i tym samym podniosłam sobie poprzeczkę. Obiektywnie nie umiem, ale pokuszę się o kilka spostrzeżeń.


 
Krajobraz

Tego nie da się porównać! Oba szlaki są niezwykłe. Oba wiodą na przemian przez pola i lasy. Poniżej kilka spostrzeżeń:
  • Czarna Hańcza jest bardziej "kameralna". Rzeka na ogół jest węższa, z rzadka zabudowana przy brzegach. Na ogół łatwo się przy nich zatrzymać. 
  • "Kameralność" Czarnej Hańczy to również mniejsza ilość turystów. Krutynią natomiast przez spory odcinek płynie się w gwarnym tłumie, co mnie osobiście przeszkadza w kontemplowaniu przyrody i relaksie.
  • Krutynia, to jak na Mazury przystało, również jeziora. A jeziora to dodatkowe urozmaicenie dla oczu.

Tłum kajakarzy u końca naszego pierwszego odcinka na Krutyni, w Ukcie

Bezpieczeństwo

Czarna Hańcza na ogół nie jest ani głęboka, ani szeroka. To daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala w pełni delektować się pejzażem.
Trasa spływu Krutynią rozbudziła we mnie silniejsze emocje. Kilkukrotnie wiodła jeziorami - do płytkich na ogół nie należą - a i sama rzeka w drugim dniu spływu z rzadka ukazywała swe dno. A ponieważ do tego bywało wietrznie, częściej sięgałam po kapok. Choć najpopularniejszy odcinek Krutyń - Ukta najczęściej był lekki, łatwy i przyjemny :)


Wyszynk!
  (Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała o jedzeniu).


Nad Czarną Hańczą miejscowi serwujący przekąski wzdłuż trasy spływu znają się na rzeczy. Za kilka polskich złotych można nabyć: jagodzianki, szarlotkę, soczewiaki (bułeczki ziemniaczano-soczewicowe) i kibiny (drożdżowe pierogi z mięsem). Wszystko świeże, czasem wręcz jeszcze gorące. Przyrządzone domowo i z sercem. Najadłam się do syta! 
Nie brakuje i zimnego złocistego napoju... Gdy jednak ten uznamy za trunek zbyt oczywisty, można pokusić się o "Ducha Puszczy" (nie odważyłam się) bądź domowe wino malinowe w Studzianym Lesie (pycha!). A to wszystko niemal na wyciągnięcie ręki z kajaka. Warto zatrzymywać się w miejscach, gdzie jedzenie sprzedawane jest bezpośrednio na pomoście lub na brzegu.

Nad Krutynią trzeba się wysilić nieco bardziej, by smacznie zjeść. Pierwszego dnia cierpieliśmy na nadmiar... głównie tanich barów, wyczuwanych z daleka po unoszącym się nad wodą smrodku frytury. Drugiego dnia, dla równowagi, z każdym kilometrem coraz usilniej wypatrywaliśmy jakiegokolwiek baru...

Jedyne miejsce, które mogę polecić na całej tej trasie, to Wysoki Brzeg pod Bocianim Gniazdem, gdzie zjedliśmy pyszne naleśniki z jagodami.

Ukta, kupujemy jagodzianki

Lubię kajakowanie coraz bardziej. Uważam, że jest to idealny sposób na spędzenie czasu w upalny dzień. I daje wyjątkową perspektywę obserwowania krajobrazu. Wszak jest to szlak komunikacyjny stworzony przez naturę, nie przez człowieka!


Anaberry

5 komentarzy:

  1. Super raporty i zdjęcia, można się wczuć. Spływałaś kiedyś Pilicą? To chyba moja ulubiona rzeka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kaszkazmleczkiem! Pilicą jeszcze nie płynęliśmy, choć na pewno się kiedyś wybierzemy, gdyż Pilica jest w zasięgu krótkiego wypadu weekendowego. Aczkolwiek rzeki na północy biją na łeb na szyję wszystkie 2 nasze dotychczasowe spływy rzekami południa kraju (Warta i San), przede wszystkim pod kątem czystości :)

      Usuń
    2. Pilica bardzo urodziwa w rejonie Spały i Inowłodza chociaż odcinek od Przedborza do Białej tez podobno fajny. Polecam bar w starym młynie za Inowłodzem we Fryszece. silver70

      Usuń
  2. Czarna Hańcza z bazą u Wieśka w Wysokim Mostem i "boską" sauną a raczej banią to jest to. Jestem tam co rok od kilku lat. Nigdy mi się nie znudzi. Kajak z prądem rzeki i pod prąd. Wycieczki rowerowe aż do Kanału Augustowskiego. Piękna dwukomorowa śluza Paniewo przy Płaskiej. Rezerwat Perkuć gdzie kręcono wiele scen pościgów w filmie "Czarne chmury" z płk Dowigirdem. Polecam stanicę Jałowy Róg za Dworczyskiem na szlaku. Reaktywuje się powoli po latach "uśpienia". Kartacze, bliny i soczewiaki palce lizać. Rejon jeziora Wigry przepiękny. Ja zaczynam sezon "Czarna Hańcza" w majowy weekend 2016. Polecam. silver70

    OdpowiedzUsuń