poniedziałek, 26 października 2015

Grzybobranie po raz czwarty... ostatni?

Zaczynam tydzień od posta zastępczego. Miniony weekend spędziłam w miejscu absolutnie wyjątkowym, ale potrzebuję nieco czasu, by uporządkować myśli i zdjęcia.

Tymczasem wrzucam obrazki z zeszłotygodniowego weekendu. Wybaczcie jakość - po raz kolejny zdjęcia zrobiłam telefonem. Kiedy jednak ruszam na grzybiarskie łowy, najważniejszy jest kosz, nóż, skupienie, sokoli wzrok i nieco intuicji. Aparat generalnie nie pomaga, choć tym razem śmiało mogę rzec, iż byłby bardzo na miejscu. Większość znajdowanych okazów zdecydowanie bardziej cieszyła oczy niż kwalifikowała się do uciechy podniebienia. Zobaczcie sami!


Machumory. W tym roku są wyjątkowo piękne!



Kaniowa polana
I czubajka kania pośród innych okazów

Zbiory. Wieczorne, poranne południowe.
Okazuje się, że kanie nie rosną w ciągu jednej nocy. Drugiego dnia zebrałam tylko to, co pominęłam pierwszego.

Póki co, nasyciłam się grzybowymi smakami. Ostatnie zbiory dedykowane były bardziej zapasom niż bieżącym potrzebom. Będą przypominały te kolorowe dni i jakże emocjonujące wypatrywanie brązowych kapeluchów :)


Anaberry


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz